Podlodowe Grand-Prix Polski, cz. II, Sętal.

Kolejne zawody z cyklu Grand-Prix Polski odbyły się na w dn. 14-16 stycznia br. jeziorze Sętal k. Olsztyna. Na te zawody wyjechaliśmy w czwartek po pracy. W miejscu zakwaterowania byliśmy ok. 21.00.

W piątek zaraz po śniadaniu pojechaliśmy się odmeldować w siedzibie Okręgu w Olsztynie a następnie szybciutko na jezioro. Ja z Mirkiem znaliśmy to łowisko z grudniowych zawodów organizowanych przez kolegów z Olsztyna – Łowisko.Net. Zapamiętaliśmy je jako bardzo rybne. Byłem pewien, że na tych zawodach będzie szybkościowe łowienie płotek wielkości 15-20cm. Jak się okazało nic bardziej mylnego. Na treningu owszem, były branie. Tylko, że trzeba było rybę trafić. Stała wyłącznie miejscami. Można było zrobić 10 przerębli i nic nie złowić. Zupełnie inaczej niż w grudniu.

Trening wypadł bardzo słabo. Tzn. złowiliśmy bardzo mało ryb. Owszem płotki były przyzwoite lecz zaledwie po kilkanaście przy wielu wywierconych przeręblach. Sytuację mogły jeszcze podratować okonki (nie miały wymiaru ochronnego), które dość często trafiały się.

Więcej…
 
GRAFIK ZAWODÓW WĘDKARSKICH 2011

GRAFIK ZAWODÓW WĘDKARSKICH 2011

Więcej…
 
ZEBRANIE SPRAWOZDAWCZE KOŁA
ZEBRANIE SPRAWOZDAWCZE KOŁA

Dnia 06 marca 2011 w Publicznym Gimnazjum nr 1 imienia Klaudyny Potockiej w Pułtusku o godzinie 09.30

(drugi termin 10.00) odbędzie się zebranie sprawozdawcze Koła PZW nr 1 w Pułtusku.

Zapraszamy wszystkich wędkarzy naszego Koła.
 
Świt w Gzowie nad Narwią

       Zbudziłem się nagle. Nad głową zobaczyłem pająka kroczącego po suficie w moim rodzinnym domu i zrozumiałem, że jest już dzień. Żona spała z policzkiem opartym na dłoni, z otwartymi ustami, prawie nie oddychała. Nie wiedziałem co mnie w pierwszym chwili zbudziło, ale mógłbyć to dzwięk kołowrotka, gdyż przebudziłem się pół godziny przed budzikiem. Odrzuciłem koc, usiadłem – i oto teraz dzwięk kołowrotka powtórzył się. Był ostry, jadowity terkot kołowrotka. Zabrzmiał w moich uszach kilka razy. Podniosłem się czym prędzej i po wdzianiu lekkiego dresu, czapki wędkarskiej oraz adidasów ruszyłem do komórki po spinning.

Narew w ciągu nocy wezbrała, prąd przeginał i topił już wiotkie gałązki nadbrzeżnych wiklin. Niebo nad Gzowem przekreślone było poziomo pasami, nieruchomych ciemnych chmur. Było ciepło, parno i cicho. Tylko łodzie, wyciągnięte wczoraj wieczorem na brzeg, kołysały się na długich linach i trącały o siebie burtami. Stałem i patrzyłem, widziałem to wszystko co przynosi czerwcowy świt nad Narwią, ale właściwie to patrzyłem tylko na mój spinning i myślałem tylko kiedy go użyję. Pierwszy rzut jeszcze przed odpięciem łodzi z brzegu i szczytówka spinningu nagle zadrżała, a kołowrotek dobrze ustawiony na hamulcu zagrał, długą, przeciągłą frazą. Była to już ucieczka ryby zaraz po jej zacięciu. Zdjąłem z ramienia chlebak, w którym trzymam zestaw blaszek, pochwyciłęm w lewą rękę podbierak i wszedłem na pomost. Na końcu długiej, strumieniowej żyłki poczułem, że mam dużą rybę. Szła tuż przy dnie. Ojciec wielokrotnie powtarzał mi, że zachowują się tak duże narwańskie szczupaki.

Więcej…
 
Jak wyjść z zaczepów
        Nie jeden mepps, nie jeden gnom i nie jedna alga zostały poświęcone, gdy przyszło wędkować w miejscach z podwodnymi harpami. Zaczepianie błyskotką o podwodną przeszkodę to zmora wszystkich spinningistów. Zdarza się nawet najwytrwalszym, zwłaszcza, na nieznanych wodach. Co więc robię, by uwolnić błystkę i nie narażać się przy tym na stratę nerwów, czasu i kosztownej częstokroć blaszki?
 
       Podstawowa, zasada, której nauczał mnie mój ojciec Józef Wasilewski to: nic na siłę, jeśli nie chcemy zniszczyć wędki. Kiedy już mamy pewność, że to zaczep a nie ogromna ryba, postarajmy się dotrzeć do miejsca zahaczenia, z możliwie małej odległości lekko napiąć żyłkę i poderwać z wyczuciem kilka razy do góry, jak gdyby potrząsało się błyską. Jeśli nie pomaga, spróbujmy wykonać delikatne podcięcia kijem w kierunku odwrotnym do tego, w jakim przynęta spływa, przed zachaczeniem. Nie zawsze rodzaj brzegu, gdy łowimy z lądu pozwala na coś takiego. Jeżeli tak proste metody nie skutkują, trzeba uciec się do bardziej wymyślnych. Do patyka metrowej długości i kilkucentymetrowej grubości przywiązujemy pręt wiklinowy, lub podobną wiotką nitkę uformowaną w kółko. Przez kółko należy przełożyć spinning i rozpocząć pochodzenie w górę, wysuwając żyłkę z kołowrotka, a następnie puścić patyk z prądem, naprężając żyłkę. Kiedy pchamy prądem patyk, zanurzy się on do miejsca zaczepu, należy  poluzować żyłkę, umożliwiając mu wypłynięcie na powierzchnię. Bywają zaczepy na tyle złośliwe, które nie ulegają nawet takiej operacji. Należy użyć wówczas pierścienia odczepowego. Powinien on być dość cieżki gdzieś o wadze do 25 gram, zwłaszcza jeśli ma być użyty w wodach o szybkim nurcie takich jak Narew.
Więcej…
 
O błędach w sztuce wędkowania
        Poradnictwo wędkarskie polega zwykle na odpowiedzi na pytanie o poszczególnych metodach łowienia, przynęt itd. Od czasu do czasu warto jednak spojrzeć na nasze hobby pod innym względem, Sporóbuje wymienić błędy jakie popełniają wędkarze wespół i ze mną, oraz nowicjusze. Zresztą i pierwsze kroki dzisiejszego nowicjusza wędkarskiego nie są łatwe, szczególnie w tych coraz rozleglejszych regionach, w których trudno o okonka czy płotkę. Z naszych wędkarskich map. Corocznie zanika jakaś nauka, czy też jeziorko, a w tych, które jeszcze pozostały posiadają coraz to mniejsze pogłonie ryb.
Żeby złowić coś konkretnego należy wędkować, albo częściej i dłużej, albo coraz lepiej. Przejdźmy więc do meritum.

         Najpopularniejszym błędem, powodującym lawinę kolejnych, nierealną ambicją wielu wędkarzy. Próbują oni złowić większe i lepsze ryby, niż jest to obecnie możliwe. W opowiadaniach moich kolegów przewijają się olbrzymie szczupaki, leszcze wielkości miednicy, oraz sumy jak prosiaki. Oczywiście zakończone fiaskiem. Wielu młodych wędkarzy łatwo daje się na to nabrać.
        Inni porywaja się na łowienie ryb, które rzeczywiście w konkretnej rodzie są, lecz których złowienie nie wymaga nieco większego kunsztu niż ten jaki odtąd posiadali. Inny poważny błąd, to niewłaściwie rozkładanie wysiłków w długich przygotowaniach do złowienia czegoś, przyzwoitego. Jakże często główny wysiłek polega na kompletowaniu najlepszego sprzętu i potem na dotarciu nad odlęgłą o obowiązkowe kilkaset kilometrów wodę. Po przybyciu już na miejsce wędkarz gubi się. Przechodzi z metody na metodę eksperymentując z przynetami. Tak przygotowana wyprawa wędkarska zwykle się kończy łowieniem płotek.
Więcej…
 
Podlodowe Grand Prix Polski
Pierwsze zawody z cyklu GPX Polski w wędkarstwie podlodowym odbyły się na zbiorniku zaporowym Rosnowo k. Koszalina w dn. 7-9.01.2011r. Nasz Okręg lub raczej Okręgowy Klub Sportowy „Potok” reprezentowała drużyna w składzie: Marek Dembski – Koło z Działdowa, Mirosław Brzeziński – Koło z Pułtuska oraz niżej podpisany Marcin Majewski – również z Pułtuska.
        Łowiska nikt z nas nie znał. Wiedzieliśmy tyle co udało znaleźć się w internecie. Z uwagi na odległość (ponad 400km) z Pułtuska wyjechaliśmy w czwartek o godz. 11.00. Po drodze w Działdowie zabraliśmy Marka. Droga była bardzo zła. Na drodze był lód, dziury w lodzie, dodatkowo miejscami zwiewało śnieg z pól. Nie dało się jechać szybciej niż 50 – 60 km/h. Dlatego w miejscu zakwaterowania byliśmy dopiero o 21.00. Nasza kwatera była w odległości 25km od łowiska. Tyle samo mieliśmy do Koszalina. 

        Na treningu zjawiliśmy się z samego rana. Zbiornik wyglądał bardzo urokliwie. Z każdej strony otoczony był lasem.
        Już po pierwszym opuszczeniu mormyszki okazało się, że nie będzie łatwo. Kilka metrów od brzegu było 6m głębokości. Dodatkowo mocno ciągnęło. Zbadaliśmy kilka miejsc dookoła przygotowanych sektorów. Dno zbiornika było bardzo nierówne. Kilka metrów w bok od przerębli głębokość zmieniała się również o kilka metrów. Do końca nie było wiadomo czy wywiercimy przeręble na 4-5m czy na 6-7 a nawet 8m. Jedno było pewne. Przeciwległy brzeg był zdecydowanie płytszy. W kierunku środka zbiornika ostro nabierał głębokości, jednak trudno było określić w jakiej odległości to następuje.
Więcej…
 
Tarło szczupaka sprzed lat w Narwi

Kiedy jeszcze mieszkałem w Gzowie, a ryb w rzece było pod dostatkiem, zawsze wczesną wiosną uwielbiałem przyglądać się rybim godom. Każdy z nas wie, że ryby podczas tarła są nieostrożne i nie przeszkadza im, że jakiś wędkarz stoi tuż obok łodzią. Pierwszą taką rybą, którą podglądałem podczas miłosnych igraszek był szczupak.

Więcej…
 
«pierwszapoprzednia123następnaostatnia»

Strona 1 z 3
szczupaki
moje-ryby
zawodypgp
terminarz
galeria
naspining