Świt w Gzowie nad Narwią

       Zbudziłem się nagle. Nad głową zobaczyłem pająka kroczącego po suficie w moim rodzinnym domu i zrozumiałem, że jest już dzień. Żona spała z policzkiem opartym na dłoni, z otwartymi ustami, prawie nie oddychała. Nie wiedziałem co mnie w pierwszym chwili zbudziło, ale mógłbyć to dzwięk kołowrotka, gdyż przebudziłem się pół godziny przed budzikiem. Odrzuciłem koc, usiadłem – i oto teraz dzwięk kołowrotka powtórzył się. Był ostry, jadowity terkot kołowrotka. Zabrzmiał w moich uszach kilka razy. Podniosłem się czym prędzej i po wdzianiu lekkiego dresu, czapki wędkarskiej oraz adidasów ruszyłem do komórki po spinning.

Narew w ciągu nocy wezbrała, prąd przeginał i topił już wiotkie gałązki nadbrzeżnych wiklin. Niebo nad Gzowem przekreślone było poziomo pasami, nieruchomych ciemnych chmur. Było ciepło, parno i cicho. Tylko łodzie, wyciągnięte wczoraj wieczorem na brzeg, kołysały się na długich linach i trącały o siebie burtami. Stałem i patrzyłem, widziałem to wszystko co przynosi czerwcowy świt nad Narwią, ale właściwie to patrzyłem tylko na mój spinning i myślałem tylko kiedy go użyję. Pierwszy rzut jeszcze przed odpięciem łodzi z brzegu i szczytówka spinningu nagle zadrżała, a kołowrotek dobrze ustawiony na hamulcu zagrał, długą, przeciągłą frazą. Była to już ucieczka ryby zaraz po jej zacięciu. Zdjąłem z ramienia chlebak, w którym trzymam zestaw blaszek, pochwyciłęm w lewą rękę podbierak i wszedłem na pomost. Na końcu długiej, strumieniowej żyłki poczułem, że mam dużą rybę. Szła tuż przy dnie. Ojciec wielokrotnie powtarzał mi, że zachowują się tak duże narwańskie szczupaki.

Więcej…
 
Jak wyjść z zaczepów
        Nie jeden mepps, nie jeden gnom i nie jedna alga zostały poświęcone, gdy przyszło wędkować w miejscach z podwodnymi harpami. Zaczepianie błyskotką o podwodną przeszkodę to zmora wszystkich spinningistów. Zdarza się nawet najwytrwalszym, zwłaszcza, na nieznanych wodach. Co więc robię, by uwolnić błystkę i nie narażać się przy tym na stratę nerwów, czasu i kosztownej częstokroć blaszki?
 
       Podstawowa, zasada, której nauczał mnie mój ojciec Józef Wasilewski to: nic na siłę, jeśli nie chcemy zniszczyć wędki. Kiedy już mamy pewność, że to zaczep a nie ogromna ryba, postarajmy się dotrzeć do miejsca zahaczenia, z możliwie małej odległości lekko napiąć żyłkę i poderwać z wyczuciem kilka razy do góry, jak gdyby potrząsało się błyską. Jeśli nie pomaga, spróbujmy wykonać delikatne podcięcia kijem w kierunku odwrotnym do tego, w jakim przynęta spływa, przed zachaczeniem. Nie zawsze rodzaj brzegu, gdy łowimy z lądu pozwala na coś takiego. Jeżeli tak proste metody nie skutkują, trzeba uciec się do bardziej wymyślnych. Do patyka metrowej długości i kilkucentymetrowej grubości przywiązujemy pręt wiklinowy, lub podobną wiotką nitkę uformowaną w kółko. Przez kółko należy przełożyć spinning i rozpocząć pochodzenie w górę, wysuwając żyłkę z kołowrotka, a następnie puścić patyk z prądem, naprężając żyłkę. Kiedy pchamy prądem patyk, zanurzy się on do miejsca zaczepu, należy  poluzować żyłkę, umożliwiając mu wypłynięcie na powierzchnię. Bywają zaczepy na tyle złośliwe, które nie ulegają nawet takiej operacji. Należy użyć wówczas pierścienia odczepowego. Powinien on być dość cieżki gdzieś o wadze do 25 gram, zwłaszcza jeśli ma być użyty w wodach o szybkim nurcie takich jak Narew.
Więcej…
 
O błędach w sztuce wędkowania
        Poradnictwo wędkarskie polega zwykle na odpowiedzi na pytanie o poszczególnych metodach łowienia, przynęt itd. Od czasu do czasu warto jednak spojrzeć na nasze hobby pod innym względem, Sporóbuje wymienić błędy jakie popełniają wędkarze wespół i ze mną, oraz nowicjusze. Zresztą i pierwsze kroki dzisiejszego nowicjusza wędkarskiego nie są łatwe, szczególnie w tych coraz rozleglejszych regionach, w których trudno o okonka czy płotkę. Z naszych wędkarskich map. Corocznie zanika jakaś nauka, czy też jeziorko, a w tych, które jeszcze pozostały posiadają coraz to mniejsze pogłonie ryb.
Żeby złowić coś konkretnego należy wędkować, albo częściej i dłużej, albo coraz lepiej. Przejdźmy więc do meritum.

         Najpopularniejszym błędem, powodującym lawinę kolejnych, nierealną ambicją wielu wędkarzy. Próbują oni złowić większe i lepsze ryby, niż jest to obecnie możliwe. W opowiadaniach moich kolegów przewijają się olbrzymie szczupaki, leszcze wielkości miednicy, oraz sumy jak prosiaki. Oczywiście zakończone fiaskiem. Wielu młodych wędkarzy łatwo daje się na to nabrać.
        Inni porywaja się na łowienie ryb, które rzeczywiście w konkretnej rodzie są, lecz których złowienie nie wymaga nieco większego kunsztu niż ten jaki odtąd posiadali. Inny poważny błąd, to niewłaściwie rozkładanie wysiłków w długich przygotowaniach do złowienia czegoś, przyzwoitego. Jakże często główny wysiłek polega na kompletowaniu najlepszego sprzętu i potem na dotarciu nad odlęgłą o obowiązkowe kilkaset kilometrów wodę. Po przybyciu już na miejsce wędkarz gubi się. Przechodzi z metody na metodę eksperymentując z przynetami. Tak przygotowana wyprawa wędkarska zwykle się kończy łowieniem płotek.
Więcej…
 
Tarło szczupaka sprzed lat w Narwi

Kiedy jeszcze mieszkałem w Gzowie, a ryb w rzece było pod dostatkiem, zawsze wczesną wiosną uwielbiałem przyglądać się rybim godom. Każdy z nas wie, że ryby podczas tarła są nieostrożne i nie przeszkadza im, że jakiś wędkarz stoi tuż obok łodzią. Pierwszą taką rybą, którą podglądałem podczas miłosnych igraszek był szczupak.

Więcej…
 
Szczupaki z rozlewisk Narwi - wspomnienie

Jako spinningista, nie znam innej ryby, która dostarcza tylu emocji i urządza takie widowisko podczas walki jak szczupak. Bardzo lubię łowić sandacze, bolenie, jazie i klenie. Radość przynosi mojemu wędkarskiemu sercu kiedy trafię na ławicę grubych okoni, jednak przyłapuję się na tym, że największą przyjemność sprawia mi łowienie szczupaków.

Więcej…
 
Dla początkujących wędkarzy - zacinanie

Do napisania tej krótkiej lekcji na temat zacinania skłoniła mnie rozmowa z dwoma mam nadzieję,  przyszłymi wędkarzami z krwi i kości, którzy nad Narwią w obecności ojców i wujków spędzają dużo czasu. Przyszli adepci wędkarstwa to Konrad Rachuba związany od poczęcia z Gzowem oraz Bartek Paprota mieszkający w Wesołej pod Warszawą i spędzający tu corocznie wakacje.

Obaj mają po 14 lat i obaj są zainteresowani wstąpieniem w mazowieckie szeregi PZW. Po wielu spotkaniach z nimi i zadawanych przez nich pytań nabrałem przekonania, że wśród takich właśnie chłopców należy wiedzę o wędkarstwie poszerzać by tym samym kształtować w nich szacunek do nadnarwiańskiej fauny i flory. Przyglądając się wielokrotnie moim połowom zadawali mi pytanie- jak to robię, że wiem kiedy mam zacinać biorąca rybę? 

Więcej…
 
Płocie na przedmieściu z Gzowa i Strzyż

Ponieważ od wielu lat jestem typowym spinningistą i tej metodzie poświęcam najwięcej czasu, to jednak wiekowa, lekka wędka, stojąca w moim rodzinnym domu przypomina mi czasem, żeby wziąć ją do reki.

W latach dzieciństwa płoć była pierwszą łowioną przeze mnie rybą, jako żywczyki dla mojego ojca i starszego brata. Stojąc w krótkich majtkach w wodzie, rozpoczynałem przygodę z wędką mając 10 lat, i ta przygoda nieprzerwanie trwa do dziś. Do dnia obecnego darzę płocie ogromną sympatią, zwłaszcza te z wczesnej wiosny. Są silne i waleczne. Nie równają się z sazanem, czy też linem, nie mówiąc już o rozmiarach wagowych różniących te ryby. Mimo tych różnic potrafią dać dużo satysfakcji wędkarzowi. Aczkolwiek daleko jej do ubarwień jesiennego okonia, to jest piękna. Bierze chętnie na wiele przynęt. Płoć z Narwi jest w moim przekonaniu uosobieniem ryby sportowej. Duże okazy, takie powyżej 40 dkg nie jest łatwo złowić, a jeśli już, to tylko na przedwiośniu, lub późną jesienią. Mogę śmiało powiedzieć, że jest to ryba dla mistrzów wędki i zasługuje na miano księżniczki wśród ryb spokojnego żeru.

Więcej…
 
Narwiańskie Jazie na obrotówkę

Gdy ktoś spotyka wędkarza ze spinningiem w miesiącach zimowych to z pewnością mówi, że to jest wariat. Pocieszające dla mnie jest to, że ów obserwator nie zna znaczenia pasji wędkarskiej oraz jest laikiem, co do tajników wędkarstwa.

Na jazia wypuszczam się z końcem stycznia, a okres połowów przeciągam do końca marca pod warunkiem, że woda nie jest skuta lodem. Nieodzownym warunkiem jest podwyższony stan wody. Pośród zalanych przez wodę przybrzeżnych zielsk, krzaków, korzeni drzew kryją się żyjątka wodne, znajdujące tu możliwość przezimowania. W miejscach takich prąd z reguły podczas przyborów szybszy, zwalnia stwarzając doskonałe warunki rybom, które muszą zmagać się z silnym prądem w korycie rzeki. Nic dziwnego, że w takim okresie udawało mi się łowić jazie tuż przy samej burcie na głębokości zaledwie do 40 cm . Musicie jednak pamiętać, drodzy koledzy wędkarze, żeby było to miejsce, w którym woda zwalnia bieg, wiruje lub też nurt zupełnie zamiera. Nie należy się zniechęcać, gdy w kilku miejscach nie będzie brań, gdyż specyfika zimowego spinningu polega na nieustannym wyszukiwaniu przypuszczalnych miejsc przebywania jazi. Często zupełnie niepozorne miejsce może okazać się skupiskiem kilku ładnych jazi, a przemieszczanie się zabezpiecza wędkującego przed skostnieniem. W końcu jest zima. Jaka aura?

Więcej…
 
«pierwszapoprzednia12następnaostatnia»

Strona 1 z 2
szczupaki
moje-ryby
zawodypgp
terminarz
galeria
naspining