| Wiosenne bolenie z Narwi |
|
Zafascynowany spinningiem od 1978 roku nauczyłem się łowienia tą metodą nie tylko szczupaków i okoni, lecz również bardzo przebiegłych boleni, których w Narwi jeszcze trochę zostało.
Rapy, bo tak potocznie nazywane są bolenie przez wędkarzy, swoje zimowiska opuszczają bardzo wcześnie. Zaraz na początku wiosennych przyborów rzek gdzieś w połowie marca rozpoczynają wędrówkę na tarliska położone w górnych partiach Narwi. Po rozrodzie w końcu kwietnia, niekiedy na początku maja samice szybko spływają w dół rzeki, samce zaś pozostają jeszcze w pobliżu tarlisk. Wiosną bolenie trzymają się głębokiego nurtu w pobliżu opasek brzegowych oraz poniżej główek lub tam usypanych z kamieni. Przy niskich stanach wody lubią stać , zatrzymywać się poniżej widocznych przykos, zawirowań oraz za wszelkimi zaporami z gałęzi wstrzymującymi prąd wody. Polują na niewielkim obszarze i zaraz po ataku wracają do swojego rewiru. Żerują w połowie wody, tłukąc ogonem, a ich obecność zdradzają stada uklei uciekające ku powierzchni. Wyprawę na Gzowskie bolenie poprzedzam rekonesansem w ciepły i spokojny dzień. Ustalam wówczas gdzie zbiera się drobnica. W miejscach takich przysiadam cicho na dłużej i dokładnie poznaję ostoję oraz ich łowieckie rewiry. Zdobyczą boleni są przede wszystkim ukleje oraz słonecznice, a także małe klonki, których w Narwi nie brakuje. Przynęty spinningowe na wiosenne bolenie powinny być smukłe i jasne. Na pierwszym miejscu stawiam sprawdzone jeszcze przez mojego ojca blaszki wahadłowe „Wydra” i „Rapa”, które posiadam w swoich starych zbiorach. Na te właśnie wahadłówki zaciąłem najwięcej boleni. Poza tym dobry efekt przynosi stosowanie przeze mnie także starszej generacji wahadłówki o nazwie „Belona” z odblaskami mlecznobiałym i perłowym. Największy jednak boleń o wadze ponad 4 kg trafił mi się na „Kalewę” nr 3, gdyż w większości blaszek stosuje właśnie ten rozmiar. Łowienie narwiańskich rap rozpoczynam na wysokości remizy OSP w Gzowie i spływam łodzią z prądem w kierunku Karniewka. Posyłam wtedy wahadłówkę skosem w górę pod przeciwległy brzeg, pozwalam jej opaść w pobliże dna, a następnie wolno skręcam. Zdecydowanie najwięcej ataków następuje po środku nurtu, gdzie bolenie czują się najbezpieczniej. Wiosną niezmiernie rzadko rapy zapędzają się pod brzeg. Spinningując posyłam blaszkę w górę rzeki kilka metrów przed żerujące bolenie i prowadzę ją przy dnie z prędkością nurtu. Od czasu do czasu podrywam wahadłówkę energicznym ruchem szczytówki spinningu. W taki sposób przeczesuję pogranicze nurtu i spokojnej wody na wewnętrznych łukach rzeki, lecz gdy tylko nie przynosi rezultatów, próbuję sprowokować bolenie do ataku także z drugiej strony ciągnąc wolno blaszkę pod prąd. W bardzo ciepłe dni dobrymi łowiskami są obrzeża piaszczystych wypłaceń, których w Gzowie jest dużo, po tym jak intensywnie zaczęły zarastać rozlewiska Narwi. W miejscach takich najbardziej skutecznymi są „Wydry” i „Cefale” kolorem przypominające ukleję. Moim pewniakiem jest tu „Cefal” nr 3 z czerwoną płetwą tuż przy kotwiczce. Po rzucie odczekuj chwilę, aby mógł zatopić się na odpowiednią głębokość. Trzymając się głębszych warstw rzeki, wiosną zwykle zmętniałej i niespokojnej bolenie są dużo mniej ostrożne niż latem, kiedy to żerują przy powierzchni i swoimi wysoko osadzonymi oczami rejestrują wszelki ruch wokół siebie. Dlatego teraz choć brzegi są jeszcze gołe i nie ma się gdzie ukryć można je podejść na odległość rzutu spinningiem. Ściągam wtedy „Cefala” od strony płycizny na głębszą wodę. Jeżeli jest to możliwe ze względu na ukształtowanie terenu można spróbować spuścić blaszkę z prądem rzeki, gdzie żerują rapy lub, z czego często korzystam ściągać tam wahadłówkę. Jednak w wiosennej rzece najlepiej sprawdziły się wąskie, srebrne „Wydry” i „Belony”. Życząc moim kolegom po fachu udanego wypadu na narwiańskie bolenie i polecając ten odcinek Narwi pozostaję z wędkarskim pozdrowieniem, Szczupak
|