Dla początkujących wędkarzy - zacinanie

Do napisania tej krótkiej lekcji na temat zacinania skłoniła mnie rozmowa z dwoma mam nadzieję,  przyszłymi wędkarzami z krwi i kości, którzy nad Narwią w obecności ojców i wujków spędzają dużo czasu. Przyszli adepci wędkarstwa to Konrad Rachuba związany od poczęcia z Gzowem oraz Bartek Paprota mieszkający w Wesołej pod Warszawą i spędzający tu corocznie wakacje.

Obaj mają po 14 lat i obaj są zainteresowani wstąpieniem w mazowieckie szeregi PZW. Po wielu spotkaniach z nimi i zadawanych przez nich pytań nabrałem przekonania, że wśród takich właśnie chłopców należy wiedzę o wędkarstwie poszerzać by tym samym kształtować w nich szacunek do nadnarwiańskiej fauny i flory. Przyglądając się wielokrotnie moim połowom zadawali mi pytanie- jak to robię, że wiem kiedy mam zacinać biorąca rybę? 

Jednym z najbardziej irytujących sądów krążących wśród niewędkarzy, jest przekonanie, że łowienie ryb polega na czekaniu z cierpliwością pogodnego idioty aż ryba skusi się na to coś co jej proponujemy i sama się zatnie. Głosiciele tej bzdury nie wiedzą po prostu o konieczności zacięcia, czyli wbicia haczyka w pyszczek rybi przez gwałtowny ruch wędziskiem wykonany w odpowiedniej chwili, z odpowiednią siłą i w odpowiednim kierunku. To prawda, że niektóre ryby łatwo się same zacinają. Po tym zresztą można poznać patałacha, że w jego połowach czasem obfitych przeważają ryby z gatunków samozacinających się, ale nawet w przypadku takich ryb jak jazgarz i okoń zacinanie ma sens. Uwalnianie głęboko tkwiącego haczyka jest nie tylko wysoce nieprzyjemne zarówno dla ryby jak i dla wędkarza. Oznacza także utratę cennych chwil i haczyków.

Moment zacinania powinien przypadać na chwilę w której ryba trzyma w pyszczku przynętę z co najmniej połową haczyka, tą od strony ostrza. Chwila ta przeważnie trwa krócej niż nam się wydaje. W dodatku musimy ja rozpoznać patrząc na spławik lub szczytówkę wędki kiedy łowimy metodą gruntową. Jednak zarzucenie spławika nie zawsze oznacza, że haczyk z przynętą został połknięty. Łowiąc na rosówkę, czerwonego robaka czy na żywca musimy dać czas rybie na zamieszczenie całej przynęty w pysku. Nawet przy niewielkiej ochotce, choć używany do takiego łowienia lekki spławik łatwo się zatapia, musimy zacięcie nieco opóźnić.

Białe robaki, ciasta i parzone ziarna ryby połykają od razu bez wysysania, dlatego zacięcie musi być szybkie.

W miarę możliwości też uwzględnić gatunek ryby. Czasami rozpoznajemy go po zachowaniu spławika, czasami zdajemy się na znajomość danego łowiska. Są ryby (np.lin), które szybko wypluwają przynętę. Inne (np.płoć) czy też już nie raz „obcięty” szczupak czy sandacz sprytnie zdejmują przynętę z haczyka. W takich przypadkach należy zacinać jak najszybciej. Są też ryby (np. amur), które zanim połkną skórkę od chleba lub trzcinę najpierw ją delikatnie żują. W tym przypadku należy zaczekać z zacięciem. Przy częstych braniach , połączonych zazwyczaj ze wzmożonym żerowaniem, powinniśmy zacinać nieco wcześniej niż w czasie osłabionego zainteresowania ryb pokarmem. Niektórzy stosują wtedy po zatopieniu spławika odliczanie: raz, dwa, trzy- wówczas pada okrzyk- mam Cię, co przeważnie skutkuje. Wielkość haczyka zależy od przynęty, niemniej haczyki małe, łatwe do połknięcia, wymagają szybszego zacięcia. Siła zacinania powinna wystarczyć do pełnego przebicia wargo ryby. Haczyki ostre wymagają zaledwie delikatnego kiwnięcia szczytówka, natomiast takie jak firmy „Germina” solidnego machnięcia wędziskiem. Nie należy zacinać z siłą przekraczającą wytrzymałość przyponu. Ważna też jest twardość rybiej wargi, na którą chcemy zapolować. Lin i klenie mają pyski wyjątkowo trudne do przebicia. Podobnie szczupak, którego kościste szczęki poddają się kotwiczce jedynie w części błonkowej, w okolicy tzw. „szabli”. Niewielkiej siły zacinania wymagają np. leszcze, okonie i wzdręgi, które słyną z delikatnych i kruchych pyszczków. Większą siłę zacinania zastępuje często szybsze poderwanie szczytówki. Uniesienie płynne i miarowe jest poprawnym sposobem zacinania przy łowieniu z amortyzatorem gumowym. Szczytówka z włókna szklanego najlepiej reaguje przy energicznym kiwnięciu w dół- odbicie w górę jest natychmiastowe i wystarczająco silne. Wędkowanie na dużych odległościach wymaga pokonania rozciągliwości żyłki i jej trudnych do uniknięcia zwisów. Przy metodzie odległościowej zalecałby technikę zacinania całym ramieniem, z przeniesieniem wędziska aż za siebie. Koledzy łowiący kijem spinningowym na dużych odległościach wiedzą, jak trudno jest skutecznie zaciąć bez obszernego ruchu wędką.

Kierunek zacinania wzbudza najwięcej dyskusji wśród wędkarzy nawet z tym, tak jak i ja trzydziestoletnim stażem. Pionowo, czy w bok, pod prąd czy z prądem wody? Reguła, że trzeba w stronę przeciwną niż ucieka ryba, jest tylko pozornie prosta. Rzadko kierunek ten możemy ustalić na tyle szybko, żeby zacięcie miało jeszcze jakichkolwiek sens. Jednym z takich przypadków jest łowienie na żywca, kiedy widzimy , w którą stronę odjeżdża spławik. W wodzie bieżącej ryby ustawiają się pod prąd, należałoby więc zacinać z prądem, lecz… Nawet jeśli brania następują na wprost nas to czas potrzebny na przeniesienie wędziska w dół nurtu wystarczy aby okoń, kleń i płoć zdążyły nie tylko wypluć haczyk, ale nawet zdjęły smakołyk na nim wiszący. Zacinanie pod prąd jest najwygodniejsze choćby ze względu na kierunek, w którym są napięte nasze mięśnie, oznacza najczęściej wyciąganie rybie haczyka z pyszczka. Wyjątek stanowi tu szeroki leszcz. Kiedy wykonuje stójkę dla zassania przynęty z dna, napierająca na jego płaskie ciało woda znosi go nieco i zacięcie pod prąd jest bardzo wskazane. Dlatego, jeśli nie mamy niezawodowych wskazówek co do innego kierunku zacinania najpewniej jest zaciąć prostopadle do góry.

Z wędkarskim pozdrowieniem,

Szczupak.

 

 
szczupaki
moje-ryby
zawodypgp
terminarz
galeria
naspining